|
Rafał
Romanowski: Zmęczona?
Anna
Witczak: Nie, dlaczego? Spodziewałam się, ze
praca nad „Metropolis” będzie ciężka, wszystko jednak
udało mi się dobrze czasowo skalkulować.
Podobno większość prób tej wielkiej kompozycji
miało miejsce w Krakowie ?
Tak,
dopiero całkiem niedawno udało mi się usłyszeć
całość kompozycji. Wcześniej Abel rozmawiał ze mną
kilkakrotnie, puszczał nagrane na komputerze fragmenty,
wyposażył nawet w zupełnej tajemnicy
w filmowy zapis obrazu Fritza Langa, abym mogła
obejrzeć go w spokoju. Później wyjechałam z moim
zespołem w trasę koncertowa, ale w wolnych
chwilach słuchałam zapisu kompozycji. Moja partie
oznaczono tam dźwiękami fortepianu. W wersji
Korzeniowskiego śpiewam partie Marii, towarzyszącą
mi na scenie Novika – partie Woman in Red.
Abel w wywiadzie dla redakcji „Na Horyzoncie”
wspominał, jak mocno urzekł go twój głos podczas
festiwalu we Wrzesni. Tam usłyszał cię po raz pierwszy
i postanowił powierzyć ci te role. Jak na to
zareagowałaś?
Bardzo
się ucieszyłam, mimo ze na co dzień wykonuje
zupełnie inny rodzaj muzyki. Dźwięki Dikandy lokują
się gdzieś na pograniczu muzyki tradycyjnej i
etnicznej, niektórzy porównują nasza twórczość do
Dead Can Dance. Najważniejsze w moim śpiewaniu
jest wyrażanie prawdy. Ważne, aby mieć pewna
iskierkę, której mimo różnych trudności nie można
nigdy pozwolić na zgaśnięcie.
Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia takich
właśnie dźwięków?
Słuchamy
bardzo wiele muzyki bałkańskiej, głównie
macedońskiej i rumuńskiej, cygańskiej a nawet arabskiej.
Na ostatniej płycie pojawiły się tez brzmienia
rdzennie hiszpańskie, ostatnio bowiem moja ukochana
płyta stał się soundtrack do filmu „Vengo”. Na razie
nie potrzebujemy wspomagać naszych działań
elektronika, wystarcza nam urok muzyki z chocby
Półwyspu Bałkanskiego, stamtad mozemy czerpac
dostatecznie wiele inspiracji.
Jak wspominasz prace nad „Metropolis”
w towarzystwie Kasi Nowickiej oraz Abla
Korzeniowskiego? Novika mówiła nam, ze ma
śpiewać tam w sposób zimny i wredny, jak w takim
razie zaśpiewa w tej kompozycji Ania Witczak?
Pamiętam
jedna z naszych prób, kiedy ustalony
wcześniej fragment Novika potraktowała zupełnie
inaczej. Zdziwiona popatrzyłam na nią i przez moment
odczułam miedzy nami absolutne porozumienie.
Patrzyłyśmy się na siebie, a ja czułam jak żar, swoista
czerwień jej głosu, determinuje inne niż dotąd moje
zachowanie na scenie. To było jak zetkniecie istoty
z drewna z istota z ognia. Trudno mi mówić, jak
zaśpiewam. Na pewno nasze role są pomyślane
w zupełnie odmienny sposób. W wielu momentach
nazwałabym to „dźwiękami walki”.
Mówisz, ze mimo pracy nad „Metropolis” nie
zaniedbujesz działań w ramach Dikandy. Ostatnio
wydaliście nowa płytę pod nazwa „Usztijo”...
W tym
momencie promujemy to wydawnictwo seria
koncertów, niedawno graliśmy w Niemczech na
jednym z festiwali muzyki etnicznej. Przeżyliśmy tam
cudowne chwile oglądając następujące po sobie
koncerty o bardzo różnym natężeniu emocji.
Po szalonych występach jakiegoś dziadka z babcią
z Rumunii na scenie zjawiali się na przykład obłędni
Pakistańczycy z typowymi dla tego kraju korzennymi
dźwiękami. Mamy nadzieje na częstsze koncerty
w Polsce, wiemy z różnych źródeł, ze istnieje tu
spore zapotrzebowanie na etniczna muzykę. |